foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
Witamy na stronie Robercika Malca, naszego kochanego synka, który od urodzenia zmaga się z niepełnosprawnością. Na stronce pokazujemy codzienną walkę Roberta w drodze do samodzielności. Chcemy pokazać także, że mimo swojej niepełnosprawności Robert, na swój sposób, może cieszyć się życiem, jak każda zdrowa osoba.

FILMIKI

KSIĘGA GOŚCI

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

2015


Minęły dwa lata od naszego poprzedniego pobytu w 3 Koronach. Tym razem na turnusie stawiliśmy się całą rodziną w składzie: tata, mama, Robert, Wojtuś i Rastka. Ośrodkowi daliśmy czas na dogranie pewnych małych niedogodności i rozkręcenie się na dobre. O ile w kwestii organizacji zajęć, na którą narzekaliśmy poprzednio, nastąpiła poprawa, o tyle w kwestii warunków lokalowych i warunków w jakich rehabilitowane są dzieci ośrodek wypadł już dużo gorzej.

Zacznijmy od dobrych rzeczy. Basen mieliśmy przez dwa tygodnie ( tym razem bez remontu), rehabilitacja ręki godzina faktycznie najpierw masaż potem ćwiczenia ręki, dogoterapia była, ćwiczenia na sali itp też były na odpowiednim poziomie, hipoterapia....trochę bardziej przejażdżka na koniu niż faktyczne ćwiczenia, ale Robertowi się podobało i to się liczy. Na turnus mogliśmy zabrać naszą sunię i całą rodzinką dopingować Robka w ćwiczeniach. Mogliśmy także pojechać do Niemiec, bo ośrodek leży na granicy polsko-niemieckiej. Dodatkowo towarzystwo innych rodziców wyborowe:).

Z rzeczy, które niestety nie wpływają korzystnie na naszą opinię o ośrodku- po deszczu dzieciaki musiały ćwiczyć w salach z przeciekającym sufitem ( podobno był remontowany, ale komuś coś chyba nie poszło), żeby wejść na ćwiczenia trzeba było slalomem omijać rozłożone ręczniki i miski w salach. Dodatkowo zagrzybione pokoje( nasze dzieci nie miały problemów z oddychaniem, ale były i takie co przez całą noc się dusiły bo tylko wtedy spędzały dłuższy czas w pokoju), wiszące kable w pokojach. Może i się czepiam, ale dzieci przebywające na turnusach są trochę specyficzne i niestety wiele rzeczy, które ujdą u zdrowych u naszych dzieciaków mogą powodować różne problemy.

2013

Kolejny turnus rozpoczął się 8/04/2013. Testujemy empirycznie nowe miejsce, 3 KORONY w Garbiczu (http://3korony.pl/).

Mimo obaw o podróż ta minęła nam rewelacyjnie. Wyjechaliśmy z domu około 10 i przed 15 dotarliśmy na miejsce. Wiedząc, że przejechaliśmy 500 km w takim czasie można uznać, że było nieźle. Pogoda nam dopisała, było rześko, droga była sucha a słońce świeciło z boku. Drogę wybraliśmy łącząc wskazówki map Google i rady znajomych. W sumie wyszło nam naprawdę niewiele kilometrów do przejechania drogą jednopasmową. Większość (~400 km) to były autostrady i drogi ekspresowe. Mimo, że nadłożyliśmy trochę drogi (najkrótsza wynosiła 425 km) i autostrady w naszym kraju są płatne (w sumie wydaliśmy na nie 60 pln) to dzięki niejechaniu przez wszystkie nieduże miejscowości suto obstawione foto-rejestratorami wykroczeń uważam, że zaoszczędziliśmy dzięki temu parę stówek. O komforcie jazdy nie ma co pisać bo to jest niemierzalne. Tyle o trasie. Czeka nas jeszcze powrót i jedyne co mnie martwi w tej kwestii to fakt, że mamy założone zimowe gumki a wywróżona temperatura na czas naszego powrotu na tą chwilę wynosi 20 C.

Teraz troszkę o samym ośrodku. Jest w Garbiczu :) Garbicz jako miejscowość mogę porównać do np. Studzienic -popegeerowska pipidówka . I (tu nie zmyślam) przy drodze (jest jedna) stoi stodoła a we wrotach tej stodoły (naprzeciw kościoła) stoi dwuzębny jegomość, który za każdym razem jak przejeżdżam, dziwnie mi się przygląda. I ten gość stoi tam ZAWSZE. Nie siedzi sobie przed chałupą ale stoi we wrotach stodoły! W Garbiczu jest jednak pewna atrakcja. Jest nią Pałac Magnat (http://www.palacmagnat.com) ma to znaczenie dla naszej historii ponieważ rzeczony Pałac i ośrodek mają wspólnego właściciela. Jakiegoś Niemca, który jest też właścicielem kilu innych atrakcji okolicy -podobno jakiś karczmy/zajazdy. W każdym razie Pałac i ośrodek są ze sobą nierozerwalnie połączony. Z historii ośrodka. Powstał on w czerwcu 2012. Legenda mówi, że wcześniej ośrodek też istniał i był prowadzony przez radzieckich uczonych (rosyjskich rehabilitantów). Legendy mówią też, że pewnego dnia ktoś się z kimś nie dogadał (pokłócił) i wszyscy naraz się zwolnili z pracy. I tak w jeden dzień ośrodek przestał istnieć. Rosjanie wyjechali. Został jeden, który w międzyczasie się tu osiedlił i pracuje w trzech koronach. Prowadzi terapię nazywającą się "stymulacja chodu".

Ośrodek położony jest tak, że ma dostęp do jednego jeziora a drugie jezioro jest 50m w inną stronę. Otoczony jest lasem ale, bądźmy szczerzy, wszystko w Garbiczu otoczone jest lasem.

W 3koronach jest 30 pokoi dla podopiecznych (my mieszkamy w pokoju 26). Pokój jest średni (większy niż mieliśmy w Zabajkach), mamy w pokoju dwa pojedyncze łóżka, kanapę narożną, szafę i małą lodówkę. Do tego zostało dostawione łóżeczko turystyczne dla Roberta. Każdy pokój ma swoją łazienkę z WC. Chcąc całość ująć jednym słowem napiszę "ujdzie". Co mi się w pokoju nie podoba to fakt, że na ścianach wewnątrz jest położony tynk strukturalny -taki baranek jak się kładzie na zewnątrz. To oraz słaba wentylacja, w pokoju jest duszno mimo że mamy potrójne okno na całą ścianę. Jedną z cech ośrodka jest fakt, że mimo że jest to budynek wielopoziomowy to nie ma tu ani jednej windy. Wszystko jest rozwiązane niekończącymi się kilometrami podjazdów (ramp).

Posiłki. Serwowane są w postaci bufetu szwedzkiego. Jedzenia na co dzień nie brakuje. Gorzej było w weekend gdy zjechało się mnóstwo ludzi w odwiedziny i wyjadali wszystko. Fakt, że Robek nie zrywa się rano i zwykle chodzimy pod koniec czasu wydawania posiłków powodowało, że w weekend jedliśmy "resztki". Poza tym jedzenie jest tu smaczne i go nie brakuje. Najsłabsze są zwykle kolacje bo tu serwowane jest (jako "danie główne") to co zostało z obiadu. Hitem kolacji jak do tej pory dla mnie były spaghetti. Makaron w sosie z zupy pomidorowej z rana połączony z podzióbanymi klopsikami z obiadu. Drugi hit to były frytki z keczupem czyli frytki z keczupem. Nie chciałbym zostać tu źle zrozumiany bo posiłki to duża zaleta tego ośrodka. Podane przeze mnie przykłady to tylko takie kwiatuszki.

Powoli zbliżamy się do sedna, głównego powodu naszego tu pobytu.

Rehabilitacje. Będę tu opisywał poprzez porównanie z poprzednimi ośrodkami. Aha trzeba dodać, że współwłaścicielem ośrodka jest facet, który pracował wcześniej w którejś z Zabajek ze Złotowa. Widać już, że to w odniesieniu do tych ośrodków będę porównywał 3korony.

Kinezyterapia. 70 minut pracy na sali, codziennie. Robert został zakwalifikowany do dzieci starszych i dlatego dostał 70 (zamiast 40) minut z terapeutą. Tyle jeszcze nie miał w żadnym ośrodku. Ale prawda jest też taka, że to pierwszy nasz wyjazd odkąd Robert skończył 3 lata. Może więc w innych ośrodkach będziemy też mieli więcej niż 40 minut zajęć. Punkt dla koron! Nie ma tu zapchajdziur w postaci okładów żelowych, lampy bioptron czy magnetostymulacji (vide zabajka1). Jedyny zabieg fizykoterapeutyczny jakiego tu Robal doświadcza to elektrostymulacja mięśni brzucha. Dla niewtajemniczonych porównam to do takiego elektropasa reklamowanego w telezakupach mango. Czyli po dwóch tygodniach takich zabiegów, Robert będzie miał kaloryfer jak tata! Pozostałe zajęcia Robka to oprócz rzeczy gdzie wymaga się od niego wysiłku (Kinezyterapia, Terapia przestrzenna czy Hipoterapia) ma dużo zabiegów masażopodobnych oraz zajęć, które ja nazwałbym gry/zabawy z pedagogiem, logopedą. Tu duży plus dla Pani Gabrysi, która nie męczy go śpiewaniem mu bez przerwy piosenek dla dzieci ale poświęca mu czas też na masaże logopedyczne.

Czyli ten ośrodek ma może i swoje plusy. Ważne jest aby te plusy nie przesłoniły nam minusów.

Największym minusem jest tu fatalna organizacja. W niedzielę dostałem przygotowaną rozpiskę zajęć na najbliższe dwa tygodnie. Zgodnie z tą rozpiską stawiłem się w poniedziałek na pierwsze zajęcia na 08:00. I tu pierwsza wpadka. Pani mnie bardzo przeprasza ale źle wpisała godzinę! Miała być 08:30. Lekko zdenerwowany wróciłem o 08:30 i tu ośrodek zalicza drugą wpadkę bo terapeutka, która miała mieć z nami zajęcia nic o tym nie wiedziała i zdążyłem wrócić do pokoju tylko po to, żeby o 08:45 wrócić na dół na 10 minut zabiegu. Pamiętacie jak pisałem o niekończących się podjazdach? To były dwie wpadki na dzień dobry. Później mamy zajęcia z hipoterapii. Dwa słowa o nich. Zajęcia jak zajęcia. Robert jeździł na koniach i można powiedzieć, że regularnie jeździ w przedszkolu. Nie był to więc dla niego problem. Problemem okazał się stan koni. Nie jestem specjalistą w tej kwestii ale skoro konie zmieniają sierść na zimę/lato (zmieniają?) to jak robią to psy to się je wyczesuje i problem jest rozwiązany. Po jazdach w Zabajkach (gdzie też prowadziłem konia) mogłem bez przebierania iść na kolejne zajęcia. Tutaj nie dałbym rady. Muszę się przebierać przed i po zajęciach. Muszę też przebierać Robka, myć mu buzię i ręce. Bo od tych koni puchnął i czerwienią mu się oczy. W każdym razie chcę przez to powiedzieć, że konie tutaj nie są źle taktowane, są najedzone i mają siłę pracować ale są zaniedbane kosmetycznie. W Zabajce1 to by było nie do pomyślenia. W "dwójce" już prędzej.

Trzecią wpadkę organizatorzy zaliczyli w sobotę. Miałem odwołane (przełożone) ostatnie zajęcia (zaczynające się o 15) ale niestety nikt mnie o tym nie poinformował. Można więc powiedzieć, że trzeci raz pocałowałem klamkę. I problemem nie jest tu sam fakt odwołania zajęć, bo takie rzeczy się zdarzają, ale brak informacji. Kiedy poszedłem porozmawiać o tym w biurze to oczywiście mnie przeproszono ale w mojej ocenie to były wymuszone przeprosiny po których nie zrobiło mi się lepiej. Brzmiało to mniej więcej tak "przepraszamy (ale to nie nasza wina i w ogóle to mamy to w dupie)". Z kolei w niedzielę zaczepił mnie na korytarzu fizjoterapeuta z pytaniem czy to jest Radek Malec bo on dostał wiadomość, że mamy teraz mieć terapię manualną. Nie, nie tą co miałem mieć w sobotę ale tą co miałem mieć w poniedziałek, środę i piątek. Na tym przykładzie chciałem pokazać, że panie w biurze nie tylko nie szanują czasu swoich pensjonariuszy ale też swoich pracowników bo ktoś kazał temu biednemu chłopcu przyjść do pracy w niedzielę przez pomyłkę.

Kolejna rzecz, która mnie boli to rozbieżność w zasadniczych punktach oferty.

Zajęcia na basenie, jeden z powodów, dla których tu przyjechaliśmy, miały się odbywać codziennie. Niestety jak przyjechaliśmy to okazało się, że basen jest nieczynny i trwa remont, który miał się skończyć w niedzielę i ?od poniedziałku, Panie Danielu, już na pewną będą zajęcia na basenie?. I remont się skończył. Ale po remoncie trzeba posprzątać. Remont skończył się w piątek i przez weekend nie dało rady posprzątać! Czyli zamiast 11 dni z basenem okazało się, że będą 4! Oczywiście pieniądze za te godziny zostaną odliczone od faktury. Ale chyba jasne jest, że nie o to tu chodzi. Z resztą po raz kolejny problem był z informacją. Nikt nas nie poinformował przed przyjazdem, że jest problem z basenem. Dodatkowo na stronie, w ofercie jest napisane, że w naszym pakiecie jest kynoterapia (dogoterapia) ale na pytanie czemu nie mamy zajęć z psem pada odpowiedź "bo nie". Choć jak się okazało, pod koniec pobytu mailiśmy dwa spotkania z panią z fundacji "Sekret Gai" oraz Damą, jej labradorem.

Dla jasności, oto co powinniśmy mieć z zabiegów

  • kinezyterapia (w tym wedle potrzeb: terapia w kombinezonach TheraTogs, TheraSuit) - 70 min codziennie;

  • terapia wodna - 30 min codziennie;

  • hipoterapia - 30 min codziennie;

  • terapia przestrzenna - zapewniająca czynną pionizację oraz integrację sensomotoryczną - 40 min co drugi dzień;

  • stymulacja chodu - 40 min co drugi dzień;

  • terapia manualna - 30 min co drugi dzień;

  • terapia logopedyczna - 30 min co drugi dzień;

  • kynoterapia (dogoterapia) - 30 min;

  • fizykoterapia - 20 min codziennie;

  • masaż - 30 min co drugi dzień

  • oraz specjalność Pakietu Psychoruchowego - szeroko rozumiana terapia ręki -60 min codziennie

I taka ciekawostka ze strony ośrodka dotycząca "szeroko rozumianej terapii ręki":

Aby skutecznie wspomóc rozwój i funkcje KKG, 60 minut zajęć z terapii ręki jest wykorzystywane w ten sposób, by w pierwszej fazie rozluźnić obręcze barkowe i poprzez masaż całej kończyny przygotować ją do fazy drugiej jaką jest usprawnienie precyzji ruchów dłoni i palców oraz rozwój chwytów i manipulacji

Pierwszą część mamy na 08:30 (pół godziny) i jak już mamy rozluźnioną obręcz barkową i poprzez masaż całej kończyny jesteśmy przygotowani do fazy drugiej to fazę drugą mamy zaplanowaną na 15:00...

LOL, mówiąc młodzieżowo.

Na tą chwilę ośrodek ten przegrywa z Zabajkami ale chyba głównie przez kwestie organizacyjne. Może to się zmieni. Może na kolejnych turnusach nie będę czuł się tak lekceważony przez kierownictwo jak teraz. Bo teraz to mam wrażenie, że dla kierownictwa liczy się przede wszystkim kaska. Co innego terapeuci, o nich złego słowa nie powiem. No może tylko tyle, że w większości brak im doświadczenia. No ale nie oszukujmy się, dziś jestem starszy od nich wszystkich :) i boję się, że podczas kolejnych pobytów to się nie zmieni.

Dochodzi mała aktualizacja.

Pobyt nasz zakończył się podobnie jak się zaczął- wpadką organizatorów.

W ostatni dzień, piątek, nie było pani, która przeprowadza zabieg fizykoterapeutyczny. Zamiast niej, zabieg ten miał zostać przeprowadzony przez p. Kamila, jednego z szefów ośrodka. Pan Kamil na pewno jest bardzo zajętym człowiekiem i ma dużo na głowie ale jak by nie było zabieg fizykoterapii trwa 15 minut a rola terapeuty ogranicza się do ustawienia odpowiednich parametrów w urządzeniu i wciśnięciu przycisku START. Maszyna sama odmierza czas i wyłącza się po jego upływie. Niestety ale po raz kolejny zostaliśmy olani. Nikt się nie pofatygował do nas i zabieg nam przepadł. Zakładam, że był ważny bo przecież nikt do harmonogramu nie wrzucałby nam zbędnych rzeczy. I tym razem nikt nas nie przeprosił a jak p. Kamil później nas spotkał przypadki to podsumował to słowami "Pechowy macie ten turnus. Następnym razem dostaniecie jakiś bonus". Baaaaardzo wątpię żeby bardzo zapracowane kierownictwo pamiętało o tym bonusie jak przyjedziemy następnym razem. Poza tym kto powiedział, że będzie następny raz...

 

Zdjęcia 2015:

 

Zdjęcia 2013:

2018 Copyright Stronka Robercika Malca Rights Reserved