foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
Witamy na stronie Robercika Malca, naszego kochanego synka, który od urodzenia zmaga się z niepełnosprawnością. Na stronce pokazujemy codzienną walkę Roberta w drodze do samodzielności. Chcemy pokazać także, że mimo swojej niepełnosprawności Robert, na swój sposób, może cieszyć się życiem, jak każda zdrowa osoba.

FILMIKI

KSIĘGA GOŚCI

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

http://www.centrumfiszer.pl/index.html

Centrum rehabilitacyjne Państwa Fiszer od paru lat było na naszej liście ośrodków do odwiedzenia (opinie rodziców, którzy już tam byli zachęcały bardzo). Z uwagi na dość dużą odległość od domu, odkładaliśmy wyjazd do Szklarskiej Poręby na późniejsze terminy, ale ostatecznie postanowiliśmy pojechać wreszcie w góry.

I jak się okazało można się w tym miejscu zakochać od pierwszego wejrzenia. Ośrodek położony jest w pobliżu centrum Szklarskiej Poręby, wystarczy wyjść kawałek na dwór (na pole) i mamy piękny widok na góry. Do centrum miasta trzeba zejść z górki i powrót pod tę górkę może być dosyć męczący, ale dla osób lubiących aktywność fizyczną jest to przyjemny wysiłek.

W ośrodku panuje rodzinna atmosfera. Na turnusie jest tylko 4 lub 5 dzieciaków, posiłki wszyscy jedzą przy wspólnym stole, łącznie z rehabilitantami i właścicielami. My trafiliśmy akurat na nowe panie kucharki, ale posiłki były bardzo dobre. Co dla nas ważne, Robuś dostawał na śniadania i kolacje to, co na co dzień je w domu, a obiady jadł takie same jak wszyscy (przepyszne). Rozkład posiłków, jak dla nas, też bardzo fajny. Najważniejsza była zupa o 11:00, na którą wszyscy mieli przerwę, tak więc nie trzeba było kombinować  co tu zrobić, żeby Robert zjadł tę zupę w przerwie między ćwiczeniami (co miało miejsce czasami w innych ośrodkach). Wielkość posiłków – każdy najadał się do syta, nikt nikomu nie wyliczał ile przysługuje mu np. na 2. danie, tak jak to ma miejsce w większości ośrodków.

Rehabilitacja, bo po to głównie tam pojechaliśmy – bardzo fajna. Patrząc pod kątem Robka, plan zajęć był idealnie ułożony. Wszystkie dzieciaki mają tam 3 godziny zajęć na sali pod rząd. Robek ćwiczył z Panem Jankiem i  był masowany, podnosił ciężarki, był zapinany w komibinezon, latał nad podłogą, uczył się podpierać, przyjmować wyższe pozycje, stawać. Mimo, że czasami buntował się okropnie, po zajęciach nie był jakoś bardzo mocno wykończony i cały czas miał siłę na swoje szaleństwa. Po zupie szliśmy na 2 godziny kolejnych zajęć: logopeda, psycholog, terapia ręki. Całościowo dzieciaki mają w ośrodku codziennie 5 godzin zajęć zegarowych od poniedziałku do piątku. W obydwie soboty jakie spędziliśmy na turnusie nie było zajęć z logopedą, terapii ręki i psychologa, ale za to były 3 godziny zajęć na sali.

Na efekty jak zwykle musimy trochę poczekać i dopiero za jakiś czas będziemy mogli powiedzieć co i jak poszło do przodu lub nie. Dziękuję pani Asi i pani Gabrysi za motywację do zauważania umiejętności Roberta w rozpoznawaniu przedmiotów, kolorów. Obie Panie udowodniły mi, że w głowie naszego synka siedzi dużo więcej niż nam się wydaje.

Układ zajęć na turnusie pozwala rodzicom odpocząć trochę od codziennych obowiązków. Przez 3 godziny zajęć Roberta na sali, ja mogłam wyruszyć na górskie szlaki, których w okolicy nie brakuje. W 3 godziny można zrobić naprawdę dużo kilometrów i zdobyć niejeden szczyt.

Po obiedzie w ośrodku (przynajmniej w lecie) nie dzieje się za wiele pod względem zajęć dodatkowych dla dzieciaków, ale co tu dużo mówić w takiej okolicy, przy takiej pogodzie, aż żal byłoby siedzieć w budynku. Po obiedzie więc wędrowaliśmy z Robercikiem róznymi szlakami – osobiście dla wózka polecam Drogę pod Reglami, można isć i iść. Droga jest szeroka i wyrównana, bez dużych wzniesień i co najważniejsze w lesie, w którym ciągle słychać szum strumyka. Jak nie mamy ochoty na dłuższe wędrówki to można zejść z górki nad mały zbiornik retencyjny i tam podziwiać z daleka piękno gór lub odwiedzić pobliską smażalnię ryb. A jak będziecie mieli szczęście, tak jak my, to Pan Fiszer umili Wam wieczór grając na akordeonie.

Wieczorami, razem z pozostałymi dziećmi spędzaliśmy czas na sali do ćwiczeń, gdzie Robert mógł się turlać do woli i zaczepiać dziewczyny. I tu dochodzimy do jednego małego minusika – pokoje. Pokój w jakim byliśmy razem z Robercikiem, w porównaniu z Gołdapią, był bardzo mały. Na szaleństwa Robka nie było w nim miejsca, ale w sumie było wszystko czego potrzebowaliśmy: duże łózko, łazienka, telewizor, szafa. Dzięki temu, że nie było miejsca w pokoju na zabawy Robka, musieliśmy znaleźć jakąś alternatywę i w ten sposób wpadliśmy na pomysł wieczornego spędzania czasu z pozostałymi dziećmi i rodzicami na sali.

TURNUS StYCZEŃ 2017

TURNUS SIERPIEŃ 2016

 

 

Comments powered by CComment

2018 Copyright Stronka Robercika Malca Rights Reserved