foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
Witamy na stronie Robercika Malca, naszego kochanego synka, który od urodzenia zmaga się z niepełnosprawnością. Na stronce pokazujemy codzienną walkę Roberta w drodze do samodzielności. Chcemy pokazać także, że mimo swojej niepełnosprawności Robert, na swój sposób, może cieszyć się życiem, jak każda zdrowa osoba.

FILMIKI

KSIĘGA GOŚCI

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

www.rehabilitacja-marzenia.pl/

Ośrodek Marzenia mieści się przy samej granicy z Rosją w Niedrzwicy obok Gołdapi. Parę razy już zastanawialiśmy się nad wyjazdem do niego, ale ze względu na cenę pobytu dużo wyższą niż w innych ośrodkach, dopiero w tym roku postanowiliśmy odwiedzić  Mazury.

I pomimo naprawdę fajnej rehabilitacji ośrodek ten nadal nie jest ośrodkiem idealnym, ale zacznijmy od początku.

Warunki lokalowe – dla nas bomba. Nowo wybudowany budynek, pokoje wystarczająco duże aby pomieścić dwa łóżeczka turystyczne, łóżko dwuosobowe i łóżko pojedyncze. W każdym pokoju łazienka, co chyba już jest standardem w większości ośrodków, lodówka, telewizor, czajnik. We wszystkich pokojach i na korytarzu piętra mieszkalnego na podłogach jest wykładzina- dla Robka, który większość czasu wolnego lubi turlać się po podłodze idealne rozwiązanie (pamiętam jak w 3 Koronach zastanawiałam się co tu zrobić, żeby dzieciaki nie musiały siedzieć na zimnych kafelkach, bo położenie koca nie sprawdzało się w ogóle). Panie sprzątające ośrodek chyba nawet 2 razy dziennie odkurzały korytarze, a pokoje co 2 dzień. Codziennie wymieniane były śmieci i co drugi dzień sprzątana łazienka. Niby małe szczegóły, ale naprawdę robią pozytywne wrażenie. Oczywiście ośrodek zapewnia także możliwość nieodpłatnego skorzystania z pralki i suszarki, do których pod koniec tygodnia ustawiały się kolejki chętnych.

Mały minusik dajemy za jedzenie. I nie chodzi mi o obsługę kuchni itp. bo Panie i Pan w kuchni bardzo uprzejmi i faktycznie starali się przygotować Robkowi to co może jeść, chociaż Robek postanowił na tym turnusie schudnąć parę kilo i przez tydzień nie przyjmował za dużo jedzenia. Wracając do posiłków, smaczne ale bez szału, porcje dla mam ok, ale nie sądzę, żeby faceci się tym najedli. Śniadanie i kolacje w formie bufetu szwedzkiego, zupa w wazie i drugie danie podane na talerzu, czasami pozostawiało lekki niedosyt.

Teren ośrodka ciągle jeszcze jest rozbudowywany. Na  naszym turnusie budowana była olbrzymia wiata z grillem w środku, tak aby każdy mógł sobie w niej usiąść i aby w czasie pogody deszczowej mimo wszystko można było zrobić małą imprezę dla dzieciaków na świeżym powietrzu.

W ośrodku brakuje miejsca gdzie rodzice mogliby się spotkać wieczorami bez przeszkadzania pozostałym turnusowiczom oraz jakiegoś sklepiku czy barku. Chodzi o to, że dla osób bez samochodu dotarcie do najbliższego sklepu jest sporym problemem, a czasem dzieciaki mają przeróżne zachcianki.

Większość zajęć odbywała się w budynku ośrodka. Jedynie hipoterapia była w specjalnie wybudowanej ujeżdżalni. W lecie nie przeszkadzała nam odległość jaką trzeba było pokonać pod górkę na zajęcia z koniem, ale jesienią czy zimą może być to lekką niedogodnością.

I tu dochodzimy do punktu głównego naszego pobytu – rehabilitacja. Na początku pomarudzę. Przyjazd do ośrodka jest w niedzielę, w poniedziałek nie ma jeszcze pełnych zajęć, są za to testy sprawnościowe i dopasowanie Lokomatu wraz z ćwiczeniem na tym urządzeniu. Przedostatni dzień to też dzień na testy, żeby zobaczyć co i jak się poprawiło. Fajnie, że tak dbają o to aby profesjonalnie podejść do ćwiczeń i dowiedzieć się co dziecko może robić, czego nie i jakie ma możliwości, ale uciekają godziny zajęć, za które płacimy dosyć spore pieniądze.

 Ośrodek jako jeden z niewielu ma w swojej ofercie zajęcia na Lokomacie pediatrycznym – jest to takie specjalne urządzenie do stymulacji chodu, które bardzo chcieliśmy wypróbować. Robusiowi raz się podobały zajęcia na Lokomacie, raz nie. Niestety samodzielne chodzenie jest to nasz bardzo słaby punkt i widać to było także na komputerze, że nasz synek czasami nawet nie próbował się wysilić na podniesienie nogi czy zgięcie kolana. Efekty….chyba jednak bardzo małe bo nadal jest to najsłabszy punkt w Robkowej rehabilitacji.

Rehabilitacja na sali bardzo fajna i Robek dzielnie się trzymał. Na początku mieliśmy też zajęcia na basenie, ale nasz mały pływak, tak się cieszył na tym basenie, że pół wody z niego wypijał codziennie i część z tej wody jak zwykle trafiała do płuc. Po czterech dniach miał już taki kaszel, że baliśmy się o to czy damy radę wytrwać do końca turnusu. Daliśmy, ale trzeba było zrezygnować z basenu i w zamian były zajęcia na sali.  Tutaj pochwalę kierownictwo ośrodka, faktycznie starają się tak dopasować grafik i zajęcia aby każdy dostał to czego potrzebuje i jak w czasie turnusu trzeba coś zmienić to zmieniają bez problemu i nawet jak czasem ktoś się pomylił i zle wpisywał w grafik nam zajęcia, wszystko zostawało odkręcone i naprostowane.

W Marzeniach drugi raz w naszym turnusowym życiu spotkaliśmy neurologopedkę z prawdziwego zdarzenia. Same pochwały mogę napisać na temat tych zajęć, a efekty u Robka były widoczne już po paru zajęciach. Zajęcia te wzięliśmy jako dodatkowe, co podrożyło jeszcze turnus, ale warto było.

Na pochwałę zasługują zajęcia popołudniowe dla dzieciaków. Robek przepadał za muzykoterapią i choreoterapią i dogoterapią. Była jeszcze arteterapia, ale na nią nie dotarliśmy ani razu. Na muzykoterapii dzieciaki miały możliwość pogrania na wielu instrumentach, każdy wybierał jaki chciał i grał. Było też ognisko z gitarą i śpiewem (no z tym śpiewem to było słabo bo rodzice mało chętni do śpiewania, ale dziewczyna robiła co mogła).

ZDJĘCIA

Comments powered by CComment

2018 Copyright Stronka Robercika Malca Rights Reserved